Obraz dla postu Lubię przyjmować gości"

Lubię przyjmować gości

Lubię przyjmować gości. Tak po prostu. Lubię, kiedy w domu pachnie gotującym się rosołem, świeżym ciastem, kiedy ktoś wchodzi i mówi „o, jak tu ciepło i swojsko”. Lubię, kiedy wokół stołu siedzą ludzie, kiedy rozmowy krążą nad talerzami, kiedy śmiech miesza się z dźwiękiem sztućców.

Bo w tym wszystkim jest coś, co coraz bardziej nam ucieka – prawdziwy kontakt. Dla mnie gotowanie dla kogoś to nie obowiązek. To gest. To sposób powiedzenia „cieszę się, że jesteś”. To stara, śląska tradycja – ugościć, nakarmić, posadzić przy stole, zapytać, jak się wiedzie. Kiedyś to było oczywiste. Domy były otwarte. Wpadali sąsiedzi, rodzina, ktoś w potrzebie, ktoś po prostu z nudów.

Dziś… dziś coraz częściej zamykamy drzwi na klucz. Zasłaniamy rolety, tłumaczymy się zmęczeniem, brakiem czasu a tak naprawdę brakiem odwagi, żeby być blisko drugiego człowieka. Bo łatwiej jest się obrazić. Łatwiej się odsunąć. Łatwiej pielęgnować w sobie żal niż relację. Kiedyś ludzie kłócili się przy stole, ale zaraz potem nalewali sobie kompotu i rozmawiali dalej. Dziś kasujemy numer, blokujemy kontakt i siedzimy w czterech ścianach, przekonani, że to dla świętego spokoju.

Tylko, że w tym świętym spokoju często nie ma już żadnego święta. Jest cisza. Zimna, gęsta, taka, która dławi. I czasem dopiero po latach człowiek uświadamia sobie, jak wiele czasu stracił przez błahostkę. Nie trzeba wiele, żeby to odwrócić. Wystarczy telefon. Zaproszenie. Wystarczy ugotować coś prostego, nawet makaron z sosem z torebki, bo tu nie chodzi o perfekcję. Chodzi o obecność.

Bo dom bez ludzi, bez rozmów, bez gości to tylko budynek. A stół, przy którym nikt nie siada, to tylko mebel.

Tradycja gościnności, dzielenia się chlebem, słuchania siebie nawzajem, to coś, co warto odzyskać. W świecie, który pędzi na oślep, może właśnie to jest prawdziwy luksus – znaleźć czas, by usiąść z kimś, spojrzeć mu w oczy i powiedzieć mu „dobrze, że jesteś”.

Czasem łapię się na tym, że zamiast zaprosić kogoś na herbatę, piszę do kogoś w internecie. Albo – co gorsza – rozmawiamy o swoich emocjach z psychologiem, bo nie ma z kim pogadać tak po ludzku. I nie ma w tym nic złego, bo psycholog to ważna pomoc. Ale prawda jest taka, że rozmowy potrzebujemy wszyscy – takiej zwykłej, szczerej, przy stole, z kimś, kto patrzy w oczy a nie w ekran.

Bo komputer nie poda ci kubka herbaty, nie przytuli i nie powie „rozumiem, miałem tak samo”. Tego nie zastąpi żadna aplikacja, żaden czat ani poradnik.

Czasem człowiekowi naprawdę wystarczy drugi człowiek.

Tylko tyle i aż tyle…



Jeśli te słowa zostały z Tobą choć na chwilę,
możesz postawić mi wirtualną kawę,
jako cichy znak, że było warto się tu zatrzymać.


Postaw mi kawę na buycoffee.to