Zanim zakwitnie świat: opowieść o tym, co musi odejść

Kiedy ziemia trzeszczy pod stopami, a lód pęka jak milczenie po długiej zimie, czujesz w sobie coś, czego nie da się nazwać. To echo rytmów, które biły w sercach naszych przodków, zanim beton i stal zastąpiły pola i lasy. To Jare Gody – czas, w którym światło wkracza w ciemność i, choć kruche, zawsze wygrywa.

Wyobraź sobie wiosenną wioskę sprzed tysiąca lat. Ludzie zbierają się przy ogniskach, w dłoniach trzymają kłosy żyta, a w oddali Marzanna w śnieżnobiałych szatach czeka, by zostać spalona, utopiona i wyrzucona. Nagle pojawia się Jaryła – bóg młodzieńczego wigoru, bosy jeźdźca na białym koniu, który wjeżdżał do wiosek, przynosząc w dłoniach kłosy żyta i głowę Marzanny. Nie dla zabawy. To był dramat kosmiczny, taniec życia i śmierci spleciony w ogniu, wodzie i śpiewie. Każde uderzenie bębna, każdy płomień, każdy gest – to był język świata, który mówił, że czas się odrodzić.

Topienie Marzanny nie było kaprysem. To był rytuał oczyszczenia – ogień palił lęki, woda zmywała zimę z ciała i duszy. Każdy płomień, każda fala, każdy ruch ręki miał moc odradzania świata. To był egzorcyzm na własnym strachu. Śmierć (zima) musiała zostać spalona i utopiona, by zrobić miejsce dla Życia.

Jajko nie było zwykłym przedmiotem. Skorupka zamykała wszechświat. Każdy znak, spirala, promień słońca, krzyż – to było zaklęcie, prośba o życie, plon, zdrowie, światło. Pisanka nie była dekoracją – była przekazem dla świata i dla nas samych. Malowanie jajek było dotykiem magii, aktem współpracy z naturą i z cyklem, który decydował o życiu lub śmierci wiosny, pól, zwierząt i ludzi.

Śmigus i oblewanie wodą – dziś głównie zabawa. Wtedy – kontakt z pierwotną energią natury, z drzewami, które jako pierwsze budziły się do życia. Każde uderzenie witką przenosiło siłę ziemi, słońca i powietrza. Dotyk pierwotnej mocy, która dziś kryje się w pierwszych promieniach słońca, w zapachu roztopionego śniegu, w szumie rzeki.

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak bardzo potrzebujemy wiosennych porządków? To nie jest marketingowa sztuczka sklepów budowlanych. Archeogenetyka i badania nad pamięcią kulturową sugerują, że nasze organizmy wciąż reagują na cykle słoneczne tak samo, jak tysiąc lat temu. Gwałtowny skok dopaminy i serotoniny podczas równonocy to chemiczne echo Jarych Gód. Jesteśmy zaprogramowani do odrodzenia. Mimo tysiąclecia chrystianizacji i stulecia technokracji, nasze serca biją w rytmie słowiańskich bębnów. Wielkanocny stół to nic innego jak stół biesiadny rozstawiony na cześć Jaryły. Zmieniliśmy imiona bogów, ale lęk przed mrozem i radość z pierwszego skowronka pozostały te same.

Współczesność próbuje nas przekonać, że jesteśmy oddzieleni od natury, że prąd w gniazdku zastąpił słońce, a klimatyzacja pory roku. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – jesteśmy zmęczeni. Jesteśmy pokoleniem, które ma wszystko, a jednocześnie tęskni za czymś, czego nie potrafi nazwać. Ta tęsknota to właśnie Jare Gody. To potrzeba wyrzucenia z siebie zimy – tego emocjonalnego chłodu, cynizmu i marazmu, który gromadzimy przez cały rok.

Dziś naszym topieniem Marzanny powinno być odrzucenie toksycznych relacji i cyfrowego szumu. Naszym malowaniem jajek odnalezienie w sobie kreatywności, która nie musi być na sprzedaż. Zmieniliśmy imiona bogów, ale rytm życia, oczyszczenia i odrodzenia pozostaje w nas.

Jare Gody uczą cierpliwości wobec cyklu. Nic nie trwa wiecznie – ani lęk, ani chłód, ani ból, ani radość. Wszystko, co obumarło, może stać się nawozem dla życia, które przychodzi później. Dlatego nie lękajmy się dzikości, która budzi się w nas w pierwszych dniach marca. To nie atawizm ani sentymentalizm. To nasza autentyczność, przebijająca się przez asfalt codzienności jak przebiśnieg w szczelinie chodnika.

Zadaj sobie pytanie, co w Tobie tej wiosny musi spłonąć, by zrobić miejsce dla życia? Co trzeba wyrzucić, utopić, spalić w ogniu własnych rytuałów, by odnowić siebie? A co musi zostać zasiane, podlewane cierpliwością, pielęgnowane i chronione, by wykiełkowało i rosło?

Bo Jare Gody nie są przeszłością. One wciąż biją w naszych żyłach. W każdym skowronku, w każdej kropli rosy, w pierwszym zielonym listku. Czekają, aż pozwolimy im odrodzić się razem ze światem. I dopóki pamiętamy, dopóty światło zawsze wygra z ciemnością.

A jeśli wsłuchasz się uważnie, usłyszysz stary rytm – rytm, który mówi, że nawet w świecie zdominowanym przez technologię, beton i pośpiech, życie wciąż znajduje drogę, że oddech wiosny nie może zostać zatrzymany, że w każdym końcu jest początek, że w każdym z nas bije serce Jarych Gód – dzikie, nieokiełznane i przede wszystkim czekające na światło.



Jeśli te słowa zostały z Tobą choć na chwilę,
możesz postawić mi wirtualną kawę,
jako cichy znak, że było warto się tu zatrzymać.


Postaw mi kawę na buycoffee.to