„Odpędź czarne myśli! Dość już twoich łez! Niech to wszystko przepadnie we mgle! Bo nowy dzień wstaje…” – tak pięknie wyśpiewało moje ukochane SDM nieśmiertelny tekst Stachury.
I w tym prostym tekście kryje się prawda, której zbyt często nie chcemy widzieć. Każdy poranek jest darem, nie gwarancją. To nie powtórka z wczoraj, lecz nowa przestrzeń, w której możemy coś ocalić albo coś utracić bezpowrotnie. Nowy dzień pyta nas o odwagę – czy podamy rękę, której wczoraj zabrakło? Czy powiemy słowa, które za długo więziliśmy w gardle? „Kocham cię”, „Przepraszam”, „Jestem” – tak kruche, a tak ratujące od zapomnienia.
Łatwo przeoczyć sens w biegu, łatwo przeoczyć człowieka w codziennym pośpiechu. A przecież dojrzewa się wtedy, gdy człowiek zaczyna rozumieć, że jutro nie jest oczywiste. Że życie nie składa się z wielkich planów, lecz z prostych chwil – z kawy pitej bez pośpiechu, ze spojrzenia, które zatrzymuje czas, z samej świadomości, że jeszcze się jest.
Nowy dzień przychodzi niezależnie od tego, czy jesteśmy gotowi. Czasem słoneczny i lekki, czasem ciężki jak kamień, ale zawsze jedyny. A my? My mamy wybór – przespać jego sens albo nadać mu znaczenie, które zostanie w pamięci.
Bo „nowy dzień wstaje”, ale nie dla wszystkich… Jeśli masz to szczęście otworzyć oczy, nie traktuj tego jak oczywistość. Pamiętaj, że któregoś dnia obudzisz się po raz ostatni.
I wtedy nie będzie już szansy, by powiedzieć to, co dziś jeszcze możesz.
Bo „nowy dzień” to nie obowiązek.
To dar.
Jeśli te słowa zostały z Tobą choć na chwilę,
możesz postawić mi wirtualną kawę,
jako cichy znak, że było warto się tu zatrzymać.
