Czasem naprawdę trzeba zamilknąć. Usiąść na tej starej, obdrapanej ławce, jakby była jedynym miejscem, które jeszcze niczego od nas nie chce. Pozwolić sercu zwolnić, oddechowi się pogłębić, myślom opaść jak kurz po długiej drodze. W takich chwilach nie dzieje się nic spektakularnego, a jednak właśnie wtedy dzieje się wszystko, co najważniejsze.
Z czasem każdy z nas odkrywa tę prostą, trochę bolesną prawdę – pamięć nie nosi w sobie godzin spędzonych w pracy ani rachunków płaconych w pośpiechu. Nie trzyma obrazów z galerii handlowych ani listy rzeczy, które trzeba było jeszcze kupić. Pamięć wraca do chwil, gdy świat na moment przestawał pędzić, a my przestawaliśmy go gonić. Do momentów, gdy jezioro odbijało nie tylko niebo, ale też nasze myśli, a cisza była na tyle gęsta, że można było w niej usłyszeć siebie.
Życie jest jak woda. Im bardziej próbujemy je chwytać w garść, tym szybciej przecieka między palcami. Dopiero gdy przestajemy zaciskać dłonie, zostaje w nich chłód, ciężar i prawdziwe uczucie obecności.
W takich chwilach nie jesteśmy lepsi, mądrzejsi ani bardziej spełnieni. Jesteśmy po prostu sobą. Bez ról, bez masek, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek światu.
I może właśnie o to chodzi w całej tej drodze, że na końcu nie zapamiętamy ile zrobiliśmy, ale czy potrafiliśmy choć na chwilę usiąść w ciszy i być naprawdę blisko siebie.
Jeśli te słowa zostały z Tobą choć na chwilę,
możesz postawić mi wirtualną kawę,
jako cichy znak, że było warto się tu zatrzymać.
